Florence + The Machine – No Light, No Light
więcejCoś niesamowitego. Gdy usłyszałem to po raz pierwszy raz w radio, oniemiałem. Jak można stworzyć coś takiego? Epicki rozmach przy instrumentalnym minimalizmie jest niezwykły. Wielki patos płynący z wokali jest oszałamiający i budzi respekt. Teledysk jest średnio porywający ale gdy wchodzi do gry pierwszy refren to mam ciary na całym ciele. Masywna rzecz!
Give me some rope…
więcejGive me some rope I’m coming loose, I’m hanging on you
Give me some rope I’m coming loose, I’m pulling for you now
Give me some rope I’m coming, out of my head, into the clear
When you go I come loose
Nieszczęśliwe upadki z wysokości… Coma
Nowa Coma jest już jakiś czas, kopie tył i przód. Obija się echem po głowie i nie pozwala (czasem) zasnąć. Po „Hipertrofii” miałem pewne obawy, że zabrnęli niepotrzebnie w dziwne rejony. „Czerwony Album” przywrócił moją nadzieję na kontynuację drogi obranej na debiucie. Doskonale równoważy on szkody wyrządzone na dwu-płytowcu. Przypomniały mi się zacne czasy „Zaprzepaszczonych sił…”, kiedy to nie mogłem się uwolnić od ich muzyki. Nie będę silił się na recenzję tego materiału bo na tą chwilę nie przewiduję takich rozwiązań na rbnet.
Chciałbym jedynie zarekomendować ten zespół jako wybitny konglomerat złożonych uczuć i nastrojów mieszanych. Potrafi uderzyć iście radiowym hitem ale ma kilka perełek, które zezwalają na swobodę interpretacji. Zawsze ceniłem w nich tą możliwość. Słuchacz otrzymuje surowy materiał, który może poddać dowolnej obróbce i wedle uznania, dać się ponieść tym dźwiękom.
Poniżej teledysk do singla „Na Pół” czyli tego bardziej radiowego hitu. Moje typy to „Deszczowa Piosenka”, „La Mala Educacion” i inne…
więcejUltraviolet
Ultraviolet (2006)
Podkusiło mnie aby nawiązując do mojej niedawnej zajawki na komiksy, obejrzeć wyżej wymieniony obraz. Może i nie spodziewałem się wielce ambitnego kina ale to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pomijam już abstrakcyjną fabułę ale chodzi o sam fakt, czemu Milla Jovovich dała się wmanewrować w kino tak spłycone i bez wyrazu? Akcja prowadzi zupełnie do niczego, dodając co jakiś czas elementy, które także nic nie wnoszą. Niby ucieka z dzieckiem i chce je ochronić a potem je zostawia bo dostrzega beznadziejną sytuację ale potem znowu wraca. Tylko po co? Nie ma ku temu wyraźnej przesłanki a jedynie nic nie znaczące domysły. Absurd goni absurd tak samo jak i materializująca się w dłoni bohaterki, broń. Ultraviolet nie ma żadnego kultowego podłoża, które by go obroniło. Taki komiks zwyczajnie nie istnieje co jest kolejnym paradoksem. Autorzy zmyślili coś na czym niby oparli film chyba tylko po to, żeby usprawiedliwić swoją nieudolność.
Poza tym – aktorstwo zostało zepchnięte na drugi plan. Gra Milli opiera się na używaniu kilku firmowych min i walce wbrew prawom grawitacji jak i samej logiki. Film żywo przypomina Aeon Flux ale ten był mistrzostwem w porównaniu do Ultraviolet. Nędzny klimat, bezpłciowo odtworzone lokalizacje z przyszłości i do tego kulawe aktorstwo. Nic nie ratuje tego filmu i nawet jeśli ma on jakieś ukryte dno to mam to gdzieś. Nie mam ochoty go szukać. Jak wiadomo, człowiek uczy się na błędach więc nie ma co żałować straconego czasu…
więcej






































