Wilczy apetyt
The Wolfman / Wilkołak (2010)
Właściwie dopiero w trakcie seansu uświadomiłem sobie, że „Wilkołak” za którego sam reżyser przepraszał na łamach prasy, to remake filmu z 1941 roku. Dlaczego przepraszał? Widocznie coś mu nie wyszło. Dlaczego „widocznie”? Ponieważ ten film ocieka wspaniałymi pokładami klimatu. Ma prześwietne zdjęcia a kolorystyka wykazuje najwyższą próbę (nowej) sztuki filmowej. Nie potrafię uzasadnić sobie krytyki tego filmu. Patrząc przez lekko przymknięte oczy na samą fabułę i „nonsens” wilkołactwa, ciężko mi się tu dopatrzyć jakichkolwiek, rażących niedociągnięć czy wypaczeń. Film sprawia wrażenie kompletnego i dopowiedzianego od początku do końca, mimo że akcja przemieszcza się dość szybko. Rola samego Benicio Del Toro może nadto nie ekscytuje ale doborowe towarzystwo Anthony’ego Hopkinsa i niezłego Hugo Weaving’a daje spore pole do popisu. Gra aktorska jest dobrze zrównoważona a Emily Blunt wpasowała się w rolę Gwen, wręcz idealnie. Muzyką zajął się mistrz, Danny Elfman. O podobieństwach nie będę dyskutował bo nie jestem na tyle odważnym kino-maniakiem. Profesjonalna robota – to jest pewne.
Fabuła filmu może i jest liniowa i nie pozostawia wiele pola do popisu jeśli chodzi o domysły ale charakterystyczne zmiany miejsca akcji rekompensują tą „słabość”. Ja byłem bardziej niż usatysfakcjonowany z tego seansu. Doskonała rozrywka, wyprodukowana na możliwie najwyższym poziomie. Ładne, metalowe wydanie DVD warte było poświęcenia ciężko zarobionych dukatów. Polecam dla osób ‘klimatycznie-open-minded’ ;)
więcej
